Wybierz świat opanowany przez obrzydliwą plagę i starożytne zło zwane Błotnym Bogiem. Wybierz grupę absolutnych najemników-debilów uzbrojonych po zęby w najcięższy sprzęt wojskowy. Wybierz potężne fury z napędem na cztery koła i tnij nimi hordy mutantów niczym kosiarką na podwórku. Wybierz moment gdy z głośników ryczy przerysowany rock z lat osiemdziesiątych a ty wciskasz gaz do dechy i po prostu zamieniasz setki potworów w krwawą papkę. Wybierz Toxic Commando bo ta gra to jest czysty i nieskrępowany niczym wtrysk adrenaliny prosto w serce gracza spragnionego prawdziwej rozrywki.
Ta gra to nie jest kolejna nadęta opowieść z otwartym światem i nudnymi dialogami. Saber Interactive razem z mistrzem horroru Johnem Carpenterem stworzyli potwora który ma tylko jeden cel: gra ma sprawiać czystą i niezafałszowaną niczym radość z totalnej demolki. Zapomnij o taktyce i skradaniu się, albowiem tutaj liczy się tylko jedno.
Masz przeć do przodu i siać spustoszenie przy pomocy potężnego arsenału oraz gigantycznych kół swoich pancernych ciężarówek.
Wizualnie gra to absolutny festiwal destrukcji i soczystych barw. Silnik Swarm Engine znany z wcześniejszych hitów studia potrafi rzucić na ekran setki potworów jednocześnie bez żadnej zadyszki spadków FPS. Wszystko wokół eksploduje i rozpada się na kawałki, a rozjeżdżani mutanci oblepiają twoją przednią szybę grubą warstwą radioaktywnego śluzu. Ta fizyka błota i rozrywanego mięsa sprawia niesamowitą frajdę, gdyż czujesz realną moc każdej maszyny i każdego wystrzelonego pocisku. Długie i pełne akcji etapy przejeżdżasz z bananem na twarzy, a gra non stop serwuje nowe sposoby na widowiskową eksterminację wrogów.
Ścieżka dźwiękowa? Mistrzostwo świata w kategorii nostalgicznego kiczu. Ambienty, syntezatory mieszają się z ciężkimi gitarowymi riffami i idealnie pompują krew do mięśni podczas odpierania kolejnych gigantycznych fal potworów. Odgłosy silników ryczących na najwyższych obrotach i huk rozrywanych granatami mutantów tworzą symfonię przy której nie da się nudzić ani przez sekundę.
Sercem rozgrywki jest tryb kooperacji dla czterech graczy i to właśnie tutaj gra rozwija swoje skrzydła najbardziej. Wspólne przedzieranie się przez hordy wrogów gdy jeden z was prowadzi wielką ciężarówkę a reszta pruje z wieżyczek strzelniczych to esencja zabawy z dawnych lat. Nie ma tu miejsca na pisanie na czacie, gdyż gra jest tak zaprojektowana żeby promować wspólną i radosną demolkę. Każda klasa postaci ma swoje unikalne zdolności które dopełniają ten festiwal przemocy i sprawiają że każda rozgrywka wygląda jak finałowa scena z dobrego filmu akcji klasy B.
W Toxic Commando nie myślisz o problemach świata i po prostu cieszysz się faktem że potężny potwór pęka na pół pod naciskiem twojego zderzaka.
Gra idealnie rozumie swoją tożsamość i nie próbuje udawać czegoś czym nie jest. To jest list miłosny do ery VHS i czasów gdy gry wideo miały być przede wszystkim nieskomplikowaną rozrywką dającą natychmiastową satysfakcję.
John Carpenter’s Toxic Commando to jest jedna z najprzyjemniejszych i najbardziej satysfakcjonujących gier akcji w jakie zagrasz. Ta produkcja daje niesamowitą radość z jazdy oraz strzelania i zostawia konkurencję w tyle pod względem czystego funu. Jeśli masz dość skomplikowanych mechanik i chcesz po prostu rozerwać kilkuset mutantów na strzępy razem z kumplami to musisz to zainstalować.
Wejdź do gry wciśnij gaz i poczuj ten genialny klimat kina akcji lat osiemdziesiątych.

Moim zdaniem? Absolutna niedoceniona perła 2026 roku! Od czasu Path of Exile 2 żadna gra nie sprawiała mi tyle radości co Toxic Commando!