No cześć ponownie! Hehehe, Jeśli myśleliście że po moich wywodach o “Morderczej Oponie” i filozofii no reason osiadłam na laurach to źle myślicie! Oto przed nami film który jest tak bardzo „bliźniaczy”, że aż dziwię się że nie ma w logotypie symbolu Castora i Polluksa. “Zombieland” z 2009 roku. bo o nim mowa to nie jest zwykły film o apokalipsie, to podręcznik przetrwania dla każdego kto ma w głowie co najmniej dwie sprzeczne osobowości i wiecznie niezaspokojoną potrzebę przygody! Czyli dla mnie! Ha!
Pamiętacie jak w recenzji “Higurashi” narzekałam na chaos pętli czasowych, a w “Tokyo Gore Police” na totalny brak logiki w fontannach krwi? Columbus jest odpowiedzią na wszystkie moje modlitwy o strukturę w świecie który oszalał! Jego Zasady to jest coś co moja analityczna cześć mnie chciałby oprawić w ramki i powiesić nad łóżkiem (zaraz obok mapy Tokyo na której nigdy nie zaznaczę miejsc w których byłam)
Ale, trzymajmy się zasad.
Zasada #1: Cardio. To jest genialne! Jako kobitka która planuje iść na siłownię od trzech lat (ale zawsze „coś wypadnie”, np. nowa gra na PS5), nagle poczułam motywację! W Zombielandzie nie przetrwają Ci którzy mają najwięcej mięśni, ale Ci którzy potrafią najszybciej uciekać przed konsekwencjami swoich czynów. Brzmi jak opis mojego życia, prawda @mydevilroot ? 😉
Zasada #2: Double Tap! Pamiętacie krwawą jatkę w “Sucker Punch”? Columbus wie że jeden strzał to za mało. Trzeba mieć pewność, trzeba dobić i sprawdzić! To jest ta sama precyzja której szukałam w “Astro Bocie”, zbierając co do jednej monety. Perfekcjonizm w środku chaosu, czy może być coś bardziej podniecającego dla mnie?
A potem wjeżdża on. Tallahassee. Jeśli Columbus to mój lęk przed światem i potrzeba kontroli, to Tallahassee to moja czysta nieskrępowana chęć siania fermentu i jedzenia słodyczy o trzeciej nad ranem!
Jego obsesja na punkcie znalezienia ostatniego na świecie ciastka Twinkie? Mam dokładnie to samo uczucie które towarzyszy mi gdy szukam w internecie limitowanej edycji figurki z anime której nie potrzebuję, ale muszę mieć! To jest ta pasja, to jest ten „brak powodu” (no reason), o którym uczył nas Robert Opona! Tallahassee nie zabija zombi żeby ratować ludzkość. On to robi bo jest w tym świetny i bo chce ciastka! I ja to szanuję każdą komórką mojego ciała!
Finałowa scena w wesołym miasteczku jest przedócem! Miejsce stworzone dla uciechy teraz pełne żywych trupów! Jak wiecie nie planuję zapełniać świata nowymi pasażerami w wózkach, więc oglądanie jak to miasteczko staje się areną walki, a nie miejscem płaczu i lepkiech rączek było dla mnie… niezwykle odświeżające! Czysta radość z jazdy na karuzeli z karabinem w ręku! Szał ciał!
Bill Murray gra w tym świetnym dziele i to jest moment w którym film wchodzi na poziom „meta”, który uwielbiam!
Ten sam poziom mrugnięcia okiem do widza który sprawił, że tak bardzo zachwycałam się “Morderczą Oponą”. Bill Murray grający Billa Murraya, który udaje zombie, żeby móc spokojnie grać w golfa? To jest szczyt geniuszu! To jest dokładnie to co robię gdy udaję, że nie ma mnie w domu, żeby nie rozmawiać z kurierem podczas gdy w środku testuję nową maseczkę do twarzy i oglądam japońskie teleturnieje.
“Zombieland” to film-marzenie. Jest estetyczny (te napisy zasad pojawiające się w przestrzeni!), jest niesamowicie zabawny, a chemia między bohaterami jest lepsza niż między mną a nową parą butów!
To nie jest mroczny dołujący horror po którym boisz się własnego cienia. Zombieland jest celebracja życia w cieniu śmierci, jest o tym że nawet gdy świat płonie możesz znaleźć rodzinę (taka specyficzną, ale jednak!), możesz się zakochać i przede wszystkim - możesz znaleźć to cholerne ciastko!
Jestem zachwycona! Jeśli “Mordercza Opona” była moim artystycznym przebudzeniem, to “Zombieland” jest moją codzienną dawką energii. To film który udowadnia że można zrobić coś lekkiego, co jednocześnie nie jest płytkie jak kałuża (przepraszam, Robert!)
Bawiłam się tak dobrze, że po napisaniu tego tekstu mam ochotę spakować moją (teoretyczną) walizkę do Japonii, wrzucić do niej zapas Twinkies i wyruszyć w trasę z jakąś fajną ekipą, bo życie jest za krótkie na nudne filmy i brak zasad przetrwania!

A Wy? Jaką zasadę dodalibyście do listy Columbusa? A może tak jak Tallahassee macie jakąś jedną, kompletnie absurdalną rzecz, której szukalibyście w trakcie apokalipsy? Dajcie znać, zanim zombie odetną nam internet!