Cześć! Wiecie co? Po tych wszystkich krwawych jatkach w Tokyo i mrocznych zakamarkach psychiki moja wewnętrzna ja zażądała natychmiastowego detoksu. I to nie byle jakiego! Padło na grę która jest tak urocza, że aż powinnam dostać od niej próchnicy od samego patrzenia, a jednocześnie tak zaawansowana, że mój mózg czuje się jak na pływaniu jachtem w chmurach. Niemożliwe wiem, ale co poradzić!
Przed Wami “Astro Bot” na PS5! Gra która udowodniła, że moja potrzeba ciągłej stymulacji ma swoje idealne odzwierciedlenie w cyfrowym świecie.
Wiecie jak to jest być mną. Już Wam o tym wielokrotnie pisałam jaka jestem. Jednego dnia chcę być poważną intelektualistką czytającą egzystencjalne dramaty, a drugiego… cóż, drugiego dnia daję się porwać małemu, niebiesko-białemu robotowi, który lata na padzie. I wiecie co? Nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia!
Astro Bot to po prostu to co kocham najbardziej: czysta zabawa bez ograniczeń!
Ta gra to jeden wielki plac zabaw, gdzie co pięć minut zmienia się mechanika, otoczenie i nastrój. To idealne lekarstwo na mój nazwijmy to dyplomatycznie „bardzo selektywny czas skupienia uwagi". Tu nie ma miejsca na nudę! Zanim zdążę pomyśleć o sprawdzeniu Insta, gra wrzuca mnie w środek piaszczystej burzy, albo każe mi się wspinać po gigantycznym małpiszonie. Moja podwójna natura jest tu wręcz wniebowzięta!
Mój wewnętrzny gadzeciaż jest zachwycony tym jak ta gra wykorzystuje technologię. Rewelacyjne doświadczenie sensoryczne!
Moja sentymentalna strona jednak piszczy z radości na widok wszystkich nawiązań do starych gier. To jak spotkanie z dawnymi znajomymi na epickiej domówce, gdzie nikt nie musi sprzątać rozbitego wazonu.
Jeśli myślałyście, że PS5 służy tylko do wyświetlania fotorealistycznego błota w grach o przetrwaniu, to Astro Bot wyprowadzi Was z błędu szybciej niż ja zmieniam zdanie w kwestii koloru paznokci xD
Uważam się za osobę twardo stąpającą po ziemi (przynajmniej w poniedziałki, resztę dni to nie wiem), a spędziłam pół godziny na machaniu do małego robocika, który stroił miny do kamery. Moja powaga ucierpiała, ale poziom endorfin wystrzelił poza skalę. Ten pad w grze naprawdę żyje! On świszczy, wibruje, stawia opór i wydaje dźwięki. To jest tak immersyjne, że momentami zapominam o rzeczywistości (czyli o tym, że kawa wystygła, a ja wciąż jestem w piżamie). Dla kogoś, kto wiecznie potrzebuje “nowych bodźców” to jest jak wizyta w najbardziej kreatywnym spa na świecie!
Co myślę? Astro Bot to czysta radość. Gra jest kolorowa, pomysłowa i niesamowicie pozytywna!
Gra przypomina nam po co w ogóle mamy te wszystkie drogie zabawki pod telewizorem: żeby przez chwilę poczuć się jak odkrywca nieznanych galaktyk, nie ruszając się przy tym z kanapy, albo i łóżka. Czy jest jakaś ironia w tym że wydałam małą fortunę na konsolę, żeby zbierać wirtualne monety jako robotyczny odkurzacz? Oczywiście, że tak! Ale czy jestem z tego powodu szczęśliwsza niż po obejrzeniu kolejnego mrocznego newsa w telewizji? Bez dwóch zdań!

A Wy? Potraficie się jeszcze tak totalnie odkleić od dorosłości i dać porwać czystej zabawie, czy musicie mieć przynajmniej jeden egzystencjalny kryzys w fabule, żeby uznać grę za godną uwagi? Dajcie znać, a ja idę dalej bawić się w świecie z moim robotem!