Dmitrij Glukhovsky tym razem odstawił fantastykę na boczny tor i napisał thriller tak gęsty, tak klaustrofobiczny i tak cholernie współczesny, że czytając go masz ochotę wyrzucić własny telefon przez okno.
“Tekst” to nie jest powieść o hakerach. To jest czarny jak smoła noir o tym, że dziś dusza nie mieszka w ciele lecz w chmurze i w historii przeglądarki.
Atmosfera tej książki jest lepka od potu i moskiewskich spalin. Glukhovsky mistrzowsko buduje napięcie: Ilja, główny bohater ukrywa się w obskurnych mieszkaniach i na klatkach schodowych, odpisując na SMSy w imieniu martwego człowieka. To jest majstersztyk suspensu: musisz utrzymać trupa przy życiu w świecie cyfrowym, żeby samemu nie trafić z powrotem za kraty albo do piachu. Każde powiadomienie to potencjalny wyrok śmierci. Każde “kocham cię” wysłane do dziewczyny zabitego to cios prosto w splot słoneczny.
Książka jest napisana stylem który dusi; zdania są długie, pełne opisów degradacji moralnej i fizycznej, a każde słowo wydaje się oblepione brudem współczesnej Rosji, gdzie sprawiedliwość jest towarem, a życie ludzkie warte jest tyle, ile bateria w iPhone’ie. Glukhovsky pokazuje nam przerażającą prawdę: jeśli masz czyjś telefon możesz stać się tym kimś. Możesz sterować jego światem, oszukiwać jego matkę, robić to na co tylko masz ochotę. Jesteś bogiem w cudzym cyfrowym uniwersum będąc jednocześnie nędzarzem w realnym świecie.
Ilja to bohater tragiczny w najbardziej klasycznym wydaniu. To facet któremu skradziono młodość, a on w odwecie kradnie tożsamość. Jego desperacja jest namacalna. Obserwujemy jak powoli zatapia się w życiu człowieka, którego nienawidził, jak zaczyna rozumieć jego słabości i jak (o ironio!) zaczyna mu współczuć.
To nie jest prosta opowieść o zemście: to studium alienacji w świecie, gdzie wszyscy są podłączeni do sieci, ale nikt nikogo nie słucha.
Relacja Ilji z martwym Petrowem odbywająca się poprzez przeglądanie filmów i zdjęć w galerii telefonu jest chora, perwersyjna i niesamowicie wciągająca. To współczesny spirytyzm: wywoływanie duchów za pomocą ekranu dotykowego telefonu. Glukhovsky uderza w nasze najgłębsze lęki dotyczące prywatności oraz tego, co po nas zostanie gdy zabraknie nam tchu, a nasze telefony wciąż będą odbierać wiadomości od ludzi, którzy myślą że wciąż jesteśmy po tej stronie.
Tekst to bezlitosny, genialny i cholernie smutny thriller, który pokazuje, że technologia to nowa forma przeznaczenia.

Dimitry w formie. Najlepsza pozycja jaką Glukhovsky napisał od czasów Metra. Jest dojrzała, ostra i boleśnie prawdziwa.