To nie jest tylko kontynuacja kultowego filmu z Harrisonem Fordem w roli głównej. To pomnik. Denis Villeneuve wziął spuściznę Ridleya Scotta i zamienił ją w trzygodzinną, hipnotyczną medytację nad tym, co do cholery znaczy być człowiekiem.
Ten film wymaga cierpliwości i ciszy, gdyż w tych pustych, ogromnych przestrzeniach kryją się pytania które bolą.
Ryan Gosling jako Agent K to idealne wcielenie Replikanta. Jest oszczędny w emocjach, zdystansowany, ale jego oczy noszą ciężar wszystkich kłamstw, które mu wpojono. Jego podróż - od maszyny wykonującej rozkazy do istoty, która wierzy, że jest “wyjątkowa” jest sednem tej opowieści.
Kiedy odkrywa że jest coś więcej niż syntetyczna pamięć, jego świat legnie w gruzach. To, czy Replikanci mogą się rozmnażać, czy mają duszę to pytania, które Villeneuve rzuca nam prosto w twarz i nie daje przy tym prostych odpowiedzi. Harrison Ford powraca jako Deckard: ten stary, zmęczony, lecz wciąż mający w sobie pierwotny ludzki instynkt przetrwania. Chemia między nimi jest zimna, ale elektryzująca.
Wszystko w tym świecie począwszy od hologramu Joi, która jest “idealną dziewczyną” dla samotnego chłopa, po psychopatycznego Niandera Wallace’a (Jared Leto), który bawi się życiem, jest refleksją nad kapitalizmem, eugeniką i tym, co definiuje człowieka.
Muzyka Hansa Zimmera i Benjamina Wallfischa to pieprzony, dudniący koszmar. Ciężkie syntezatorowe basy, które nie grają stonowanie: czuć je w przeponie. To jest dźwięk pustki, dźwięk futurystycznej maszyny, która łamie się pod ciężarem egzystencji. Nie ma tu melodyjności. Jest atmosfera, jest niepokój, jest epicka skala, skala która przytłacza.
Wizualnie Blade Runner 2049 jest swoistym arcydziełem z gatunku science fiction.
Los Angeles jest monumentalne, przytłoczone gigantycznymi hologramami, które wołają do Replikanta K przypomnienia o samotności. Scenografia jest brudna, mokra, ale jednocześnie lśniąca neonowym blaskiem. Lecz film także nie boi się też przestrzeni. Wspomnijmy choćby te pomarańczowe, radioaktywne ruiny Las Vegas, w których pył i cisza są cięższe niż wszystkie te neony. To jest kino które ma swój rytm, który zmusza Cię do oglądania, a nie tylko widzenia.
Blade Runner 2049 jest monumentalny, wręcz piękny oraz niewiarygodnie smutnym kawałem kina science fiction.
To nie jest film do zwykłego oglądania w nudny wieczór, to film do doświadczania czegoś niezwykłego w najlepszej dostępnej formie. Jest długi, fakt, jest powolny, aczkolwiek przede wszystkim jest bezkompromisowy i świetnie nakręcony. Tutaj wszystko ze sobą gra, tutaj wszystko jest ze sobą spójne.
Jeśli kochasz kino które zadaje trudne pytania, ma zapierającą dech w piersiach estetykę i pozostawia Cię z poczuciem egzystencjalnej pustki, to zachwyt będzie więcej, czy bardziej niż pewny.

Film przerósł moje oczekiwania. Coś fantastycznego. Arcydzieło współczesnego kina.