Wizualnie to mocne (albo i nie?) arcydzieło chłodnej elegancji. Nowy Jork lat `80 jest tu sterylny, zimny i obrzydliwie bogaty, przynajmniej z pokazanej perspektywy. Wszystko jest idealnie zaprojektowane: mieszkanie Patricka, jego garnitury, prezencja postaci, rutyna, wszystko prezentuje praktyczną spójną idealnie zgraną całość z poziomu patrzenia perfekcjonisty. Film jest wręcz obsesyjnie skupiony na powierzchowności: Na marce, na tym jak coś wygląda, a nie na tym czym jest w rzeczywistości. I to jest przerażające, gdyż pokazuje, że w tym świecie powłoka (wygląd) jest wszystkim, a to co dzieje się pod spodem już totalnie nikogo nie obchodzi.
Cholerna perfekcja w pustym świecie zapatrzonych na siebie ludzi jest niczym wydmuszka
Christian Bale jako Patrick Bateman to absolutna cholerna perfekcja. Jest przystojny, czarujący, obsesyjny na punkcie swojego wyglądu i pozycji społecznej, aczkolwiek pod tą idealną, opaloną fasadą kryje się pustka. Całkowita, przerażająca pustka. On nie czuje. On imituje. Żyje na pokaz w świecie iluzji, swojej iluzji. Imituje ludzkie emocje, czy społeczne interakcje. Jego zbrodnie nie wynikają z pasji czy gniewu, ale z nudy czy wtęcz z potrzeby poczucia czegokolwiek w świecie który nic dla niego nie znaczy.
Jego narracja, te szczegółowe opisy marek, jedzenia, rutyny - to wszystko buduje obraz człowieka, który jest tak pochłonięty własnym ego i powierzchownością, że zatraca się w szaleństwie, a fakt że nikt go nie łapie, nikt nie zwraca uwagi na jego coraz bardziej szalone wyczyny to najlepszy komentarz do tej przedstawionej sytuacji.
Wszyscy są tak skupieni na sobie: Na swoich karierach, na swoich wizytówkach, spotkaniach, kolacjach w drogich restauracjach, że nawet nie zauważają iż obok nich grasuje seryjny morderca. Dlaczego? Bo i tak nikt nie pamięta imienia faceta z którym właśnie rozmawiał.
Muzyka w filmie jest ironią w czystej postaci. Patrick Batemen wygłasza monologi o Philu Collinsie, Huey Lewis & The News, czy Whitney Houston. Pieprzy o ich komercyjnym geniuszu, o perfekcji ich płyt. A potem wkłada ich płyty w odtwarzacz i robi swoje chore rzeczy (pamiętna scena, Hey Paul!). Muzyka, która miała być tłem dla sukcesu staje się soundtrackiem do jego wewnętrznego szaleństwa.
Film ukazuje ignorancję oraz nie wymierza kary za popełnione zbrodnie
American Psycho to genialna prowokacyjna satyra, która z biegiem lat staje się tylko bardziej aktualna pod swoim satyrycznym względem oczywiście. Obraz o konsumpcjonizmie, o toksyczności czy też pustce która jest schowana za perfekcyjnym białym uśmiechem. Film jest brutalny, momentami być może zabawny, lecz przede wszystkim jest cholernie inteligentny.
Jeśli chcesz zobaczyć obraz który ‘wyryje’ Ci się w mózg i zostanie tam na długo, to American Psycho jest właśnie dla Ciebie!

Tylko nie idź tą samą drogą co Patrick, okay? okay???