Tym razem zaczyna się niewinnie, jak na całą serię przystało. John Kramer ma raka. Umiera. Wyrusza do Meksyku, by poddać się eksperymentalnej terapii, która okazuje się oszustwem. Gangiem cwaniaczków żerujących na nadziei umierających. I tu leży cały moralny smród tego filmu.
Wszyscy wiemy że Jigsaw jest socjopatą, ale w Saw X to on jest ofiarą!
To my jako widzowie tak naprawdę mu kibicujemy, gdy zaczyna projektować swoje najbardziej osobiste, najbardziej wymyślne pułapki. Tym razem to nie jest przypadkowa lekcja życia, to jest zemsta. Czysta, mechaniczna, krwawa vendetta za wyrządzone mu krzywdy chwilę temu.
Tobin Bell jest absolutnym mistrzem tego chorego widowiska, pomimo swojego wieku. W końcu dostajemy film, który skupia się na jego twarzy, postaci, na jego chorym umyśle, a nie tylko na gadżetach których używa. On nie jest tylko mordercą. Jest inżynierem ludzkiej moralności, który patrzy Ci w oczy i mówi: “Masz szansę. Albo umrzesz, albo wyciągniesz z siebie to, co w tobie drzemie (lub też nie) czyli ekstremalne poświęcenie. Życie albo śmierć, masz wybór.”
Jego obecność jest ciężka, czuć jego intelekt. Kiedy projektuje kolejną maszynę czujesz, że to nie jest tylko dla zabawy (bo jakby kiedyś było, huh?), ale dla chorej, pokręconej sprawiedliwości jego zdaniem wbrew zasady “oko za oko, ząb za ząb”. Cała obsada jest tu po to by cierpieć i udowodnić, że faktycznie zasłużyli na to co ich spotyka.
A my? My siedzimy i czujemy ten chory dreszczyk satysfakcji, iż za wymierzone zbrodnie dostali karę w stylu Johna Kremera.
Otoczenie i ta żółta kamera typowa dla Mexyku w filmach: wspaniałe, brudne tło. Z dala od sterylnych piwnic Ameryki tutaj wszystko jest bardziej namacalne, bardziej nieuporządkowane. Pułapki są personalizowane, wręcz artystyczne w swoim bestialstwie. Zapomnijcie o jednorazowych wygłupach. Tutaj liczy się proces. Musisz wydłubać sobie oczy, musisz odciąć sobie kawałek mózgu, cokolwiek by udowodnić, że chcesz żyć. To jest to okrutne, perwersyjne “Wybierz Życie” w najgorszym, najbrutalniejszym wydaniu. Jak zawsze zresztą w tej serii.
Saw X to krwawa, brudna i zaskakująco satysfakcjonująca jazda. Piła na którą czekaliśmy dwie dekady, zanim seria straciła jaja. To wstrząsający powrót do formy który koncentruje się na postaci Johna Kramera, jego motywacji.
Jeśli masz mocne nerwy i lubisz, gdy na ekranie leje się krew w imię pokrętnej logiki, zapewne będziesz się przednio bawić!

John, John, John… Jigsaw i jego vendetta.