Are you trying to seduce me, Mrs Robinson?
Mrs. Robinson (Anne Bancroft): Matka dziewczyny z którą Ben teoretycznie powinien się spotykać staje się jego pierwszym, totalnie destrukcyjnym letnim romansem. To nie jest love story, jest to bardziej transakcja. Ben szuka kierunku, natomiast Mrs. Robinson szuka adrenaliny, albowiem jej życie jest równie puste co kaloryczność sałaty lodowej czy coli zero.
Reżyser Mike Nichols podaje to na chłodno. Kadry są precyzyjne, muzyka wbija się w mózg jak gwóźdź (“Hello darkness, my old friend”). Czujesz to przytłoczenie luksusem, tym “samozaadowoleniem” bogatego amerykańskiego zachodu tamtych lat. Wszyscy wokół Bena są jak kukły z tektury, które mają tylko jedną misję: zmusić go do “dorosłości” według ich scenariusza tudzież zasad.
To nie jest film o romansie, to film o alienacji.
Obraz o tym jak Twoi rodzice i ich cała generacja w zasadzie wybudowali piękny, złoty kurnik w którym ty masz ochotę popełnić seppuku z nudów. Benjamin nie buntuje się krzykiem: On buntuje się bezruchem i zobojętnieniem. Jest tak pasywny, że aż staje się ofensywny. Serio….
A potem wchodzi Elaine cała na biało (córka Mrs. Robinson), która jest iskrą w tym basenie pełnym chloru. Ben nagle ma cel, robi się w końcu aktywny, a jego panika zamienia się w desperacką misję: dogonić, zatrzymać, ukraść ją z ołtarza.
Ostatnia scena jest klasykiem nad klasykami: uciekają autobusem, spoceni, z adrenaliną i emocjami na twarzy. Patrzą na siebie, uśmiechają się triumfalnie. Jest sukces! I wtedy ten uśmiech powoli gaśnie. Patrzą w przyszłość, w obiektyw kamery, a w ich oczach pojawia się ta sama, co u Bena na początku pustka. Cholernie przykra oraz depresyjna pustka.
Film nie daje łatwych odpowiedzi. Mówi: “Udało ci się uciec od problemu A i B, ale co z problemem C, D i E, czyli życie samo w sobie dopiero się zaczyna, stary.” Ta cisza w autobusie po euforycznej ucieczce jest głośniejsza, niż cały soundtrack.
Jeśli czujesz że całe Twoje życie jest jednym wielkim “coś ci powiem” od ludzi, którzy niczego nie rozumieją, to ten film jest dla Ciebie. Istna klasyka buntu bez plakietek i sztandarów. Prawdziwa walka toczy się w głowie między tym, czego się od ciebie oczekuje, a tym, czego sam dla siebie nie potrafisz zdefiniować.
Obejrzyj, zrozum, a potem zrób to co Ben:
Usiądź w ciszy i pomyśl, czy aby na pewno wiesz dokąd zmierzasz i co chcesz zrobić ze swoim życiem.

The Graduate to jeden z moich ulubionych filmów z lat 60′, który ogląda się po prostu wspaniale. Zobacz Babygirl (2024)