Brytyjski The Italian Job z 1969 roku który po dziś dzień uchodzi za niekwestionowany wzór kina rozrywkowego udowadnia, że prawdziwy urok i ponadczasowa brawura nie potrzebują niczego więcej poza niewymuszonym wdziękiem, pomysłowym scenariuszem i przede lekkością akcji przedstawionej na ekranie.
Ten film stanowi esencję swojej epoki,
kiedy to zuchwałe przestępstwo prezentowano z przymrużeniem oka, co sprawia, że seans jest czystą, niczym niezmąconą przyjemnością, nawet jeśli fabuła, opowiadająca o kradzieży chińskiego złota we Włoszech wydaje się z perspektywy czasu prosta, ponieważ to wykonanie - a nie sam pomysł czyni ten obraz tak wyjątkowym.
Kiedy Charlie Croker (Michael Caine) wychodzi na wolność natychmiast planuje skok stulecia, gdyż zdeterminowany jest odzyskać nie tylko fortunę, ale i szacunek w przestępczym półświatku, co prowadzi go do Turynu, gdzie zamierza zrealizować najbardziej szalony plan rabunku w historii, chociaż droga do sukcesu jest usiana pułapkami, które przygotowali zarówno włoscy mafjozi, gotowi bronić swojego terytorium, jak i angielski system penitencjarny, od którego dopiero co uciekł.
Całe to przedsięwzięcie jest majstersztykiem,
Croker niczym dyrygent symfonii chaosu, musi zorganizować nie tylko bandę specjalistów, lecz także skoordynować akcję, która paraliżuje całe miasto, wykorzystując Mini Coopery jako główne narzędzie zbrodni, co jest absolutnie genialnym posunięciem ze względu na ich małe wymiary, które idealnie wpasują się w wąskie uliczki miasta.
Najbardziej ikoniczna sekwencja, w której trzy kolorowe Mini pędzą przez zatłoczone ulice, dachy, a nawet kanały Turynu, zyskała miano absolutnie kultowej. Sposób w jaki reżyser Peter Collinson połączył precyzyjny montaż z czystą, zaraźliwą radością z jazdy sprawił, że widz odczuwa dreszcz emocji, nawet jeśli oglądał ten pościg już kilkanaście razy, co potwierdza też, że scena ta jest jednym z najlepszych momentów kina akcji w historii kinematografii.
Film ten dzięki swojej lekkości i bezczelnej pewności siebie zdołał uniknąć ciężaru, który często widnieje na produkcjach gangsterskich, ponieważ od początku do końca utrzymuje ton żartobliwej przygody, co jest jego największą siłą i przyczyną dla której ten tytuł wciąż rezonuje z odbiorcą pomimo upływu lat.
The Italian Job kończy się jednym z najbardziej zuchwałych i ironicznych cliffhangerów w historii kina,
który pozostawia widza w zawieszeniu i zmusza do refleksji nad przewrotnym losem złodziei, co też samo w sobie jest genialnym posunięciem scenarzysty! Doskonale podsumowuje beztroskiego, ale niezwykle ryzykownego ducha całego przedsięwzięcia, a jednocześnie zapewnia filmowi absolutną nieśmiertelność, której nie zdołała naruszyć nawet późniejsza, dużo bardziej konwencjonalna hollywoodzka próba odświeżenia tej historii.
To właśnie to zuchwałe zakończenie, które kwestionuje zasadę, że wszystko musi mieć szczęśliwe lub klarowne rozwiązanie sprawia, że film jest niezapomniany i tak mocno wpisany w kanon kina pomimo upływu wielu lat na karku.

Dalej zastanawiam się, czy autobus runął w przepaść, czy ekipie udało się utworzyć poprawną przeciwwagę…