Cześć Kochani! Wasza ulubiona, nieustająco rozdarta pomiędzy dwoma pomysłami na minutę Idalia (tak, ta od chaosu w torebce i kalendarzu) przychodzi do Was z recenzją, która jest tak ekscytująca, że prawie zapomniałam, co miałam dziś zjeść na lunch.
Dziś na warsztacie (a raczej na mojej super stylowej, ale wiecznie zagraconej komodzie) ląduje pozycja, która obiecuje że wirtualnie zabierze nas do Krainy Kwitnącej Wiśni: “Poznaj Japonię!”.
To była miłość (albo zwykła ciekawość) od pierwszego wejrzenia!
Wiecie, ja i moje dwie osobowości (ta, co chce leżeć na hamaku i ta, co planuje podbój świata) po prostu musiałyśmy dorwać tę książkę. Tytuł jest tak bezpośredni, że aż podejrzany. Poznaj Japonię. Super. Tylko którą Japonię? Tę od kawaii i uroczych kotków, czy tę od samurajów, zen i korporacyjnego tyrania? Chce wszystkiego, oczywiście!
Książka jest ładna. Przyznaję. Ma te estetyczne zdjęcia i czcionkę, którą da się czytać nawet o 3 nad ranem, kiedy nagle dostaję olśnienia i muszę sprawdzić, jak dokładnie nazywa się ten pociąg-pocisk. Wygląda na taką, co pięknie prezentuje się na stoliku kawowym, co jest kluczowe, bo przecież nikt z nas nie kupuje książek dla samej treści, prawda? Pędzimy Przez Wirtualne Tokio: Uwaga, Zmiana Kierunku!
Treść. No dobra, o treści też pogadajmy.
Książka rzuca nas w wir japońskiej kultury jak do wagonu zatłoczonego metra w Tokio. Dostajemy skondensowaną wiedzę o tradycji, etykiecie (podobno nie można wsadzać pałeczek pionowo w miskę ryżu: no dramat, a ja mam dwie lewe ręce!), historii i współczesnym życiu. To jest super! Mój racjonalny Bliźniak jest zadowolony, bo dostaje fakty, liczby i słowniczek.
Ironia losu? Spędziłam 15 minut na szukaniu definicji “omotenashi” (japońska gościnność), ale po 5 minutach już planuje, jak wykorzysta tę wiedzę, by… no cóż, dostać lepsze miejsce w samolocie, do którego i tak pewnie nie wsiądę, albowiem boję się latać.
Ale! Moje drugie, bardziej artystyczne i zblazowane oblicze marudzi: “No dobrze, wszystko pięknie, ale gdzie są kontrowersje? Gdzie ten mroczny, szalony świat japońskich subkultur, o którym czytałam na Reddicie, kiedy powinnam pracować?” Książka jest momentami zbyt grzeczna. Rozumiem, to ma być wprowadzenie, ale trochę brakuje mi tej pikantności, tego podwójnego dna, które tak uwielbiam demaskować.
Czy warto wymienić czas na kawę na czas na książkę?
Pytanie za sto punktów na które, jak na siebie samą przystało, mam dwie odpowiedzi!
Dla kogoś kto pierwszy raz myśli o Japonii: TAK!, zdecydowanie tak! To solidny przewodnik, który zgrabnie podsumowuje, co jest ważne żeby nie popełnić faux pas w świątyni i nie skończyć w więzieniu za niewłaściwe pochylenie głowy. Jest to dobra baza wypadowa: taka, z której można później wyruszyć na szalone, bardziej niszowe poszukiwania (czyli to, co tygryski lubią najbardziej!)
Dla konesera, który czytał już 10 książek o Japonii i oglądał każdy dokument: Niekoniecznie. Raczej utwierdzi Cię w przekonaniu że wiesz to wszystko, ale kupisz ją, bo… pięknie wygląda (a to też jest ważne, nie oszukujmy się).

To to by było dzisiaj na tyle. a Wy Kochani? Dajcie tutaj znać w komentarzach co o tym sądzicie!