Hugh Jackmana z dziwacznym akcentem który biega w skórzanym płaszczu i używa więcej gadżetów niż pieprzony Batman. Drakula, Dr. Frankenstein, Wilkołak i wampirze panny młode, które wyglądają, jakby uciekły z kiepskiego teledysku gotyckiego robionego przez MTV na craku. Film kosztował fortunę, a wygląda jakby kręcono go na sterydach.
Van Helsing - dwugodzinny napakowany CGI rollercoaster który pędzi tak szybko, że zapominasz kim są bohaterowie i dlaczego właściwie walczą. Stephen Sommers, reżyser Mumii, wziął wszystkie klasyczne potwory Universal Pictures, wrzucił je do jednego kotła, dodał hektolitry zielonego ekranu i dostał… ten przeładowany, momentami niezamierzenie komiczny, ale z pewnością nie nudny bałagan.
Już od samego początku dostajemy atak na nasze zmysły.
Wszystko jest przerysowane (aczkolwiek sądzę, że to efekt celowy) ciemne, gotyckie. Paryż, Transylwania, Rzym: wszystkie te miejsca wyglądają jak scenografia z opery mydlanej dla wampirów. Efekty specjalne? Jest ich wiele, po prostu wiele. Każde ujęcie to festiwal cyfrowego renderowania. Wilkołaki są cyfrowe. Wampiry latają jak pieprzone balony wypełnione helem.
Hugh Jackman jako Van Helsing jest fizycznie idealny do roli, ale jego postać jest pusta. Ma zagadkową przeszłość (która zostaje wyjaśniona w sposób absolutnie kretyński pod koniec), fajne bronie (kusze, rewolwery z automatycznym przeładowaniem, cokolwiek co ukatrupi potwora), lecz brakuje mu jakiejkolwiek głębi. On po prostu biega i strzela. Być może taka jest cena odkupienia.
Poznajemy Annę Valerius (Kate Beckinsale) do której z misją ratunkową wyruszył Van Helsing. Jest księżniczką walczącą o honor rodziny, ubraną w sexowny lateks, gotową do akcji (nie takiej akcji wy zboczeńcy!). Jest zmysłowa, aczkolwiek scenariusz sprowadza ją do roli tła i obiektu westchnień.
Drakula (Richard Roxburgh) jest przesadzony i bardziej irytujący niż przerażający. Zamiast siać grozę sieje swoje pierdzielenie o egzystencji i problemach osobistych.
Najlepszą rzeczą w tym filmie jest Wilkołak i sam potwór Frankensteina,
to te postacie mają w sobie odrobinę tragedii, ale nawet oni giną w zalewie zmontowanego chaosu. To jest film, w którym akcja nigdy się nie zatrzymuje niczym karawan pędzący przez las. Nie ma miejsca na oddech, na rozwój postaci, na emocje. Nie obraziłbym się, gdyby film trwał dłużej ale rozwinął te wątki.
Van Helsing jest filmem który obiecał mroczną przygodę w stylu Indiany Jonesa z potworami, a dostarczył coś do czego posiadam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony fajna, szybka akcja, jednakże brakuje tutaj głębi oraz dłuższej historii. Tak czy inaczej, w mroźny zimowy wieczór można zobaczyć.

Oj tak tak, wiem co myślicie, zwłaszcza o komentarzu w środku…